niedziela, 30 września 2012

9. ,,Poza sezonem" Jack Ketchum


 
Wydawca: Papierowy Księżyc

Ilość stron: 216

Tłumaczenie: Marcin Wróbel

Miejsce i data wydania: Słupsk 2010

Tytuł oryginału: Off Season

 ,,Boże! Mój Boże! Czyż w ten sposób umierać muszę?”

Jack Slade

 Ostatnimi czasy powieści Jacka Ketchuma są bardzo sławne.  Najpierw znalazłam fragment na stronie wydawcy http://www.papierowyksiezyc.pl/naszkatalog/item/248-poza-sezonem.html, który dosłownie mną zawładnął, a i okładka robi duże wrazenie.  Po wielu zadziwiająco dobrych recenzjach postanowiłam sprawdzić to na własnej skórze, dlatego też niewiele się zastanwiając zakupiłam ową książkę. Jaka to była radość, kiedy paczka wreszcie doszła. Niestety podczas czytania nie cieszyłam się tak bardzo…

,,Przez długi czas wpatrywał się w kuchenne okno. Siedziała przy kuchennym stole, odwrócona tyłem do niego i pooglądała w otwartą książkę. Prawie w ogóle się nie ruszała, ale i tak patrzenie na nią sprawiało mu przyjemność. Wiedział, że nie może go zobaczyć w tych ciemnościach i był  cierpliwy. Patrzył jak wierci się na krześle, podziwiał jej biodra(…) Korciło go , żeby krzyknąć, wystraszyć ją, zobaczyć jak skacze ze strachu, ale się powstrzymał

Jego szeroka dłoń przesunęła się tam i z powrotem po  stylisku siekiery.”



Ketchum opowiada historię o sześciu przyjaciołach, którzy pragnąc odpocząć od miejskiej dżungli postanowili wybrać się do nadmorskiego kurortu w Maine. Choć  początek zapowiada się wręcz wspaniale – roślinność, słońce, czyste powietrze i co najważniejsze spokój – to jednak szczęście bohaterów nie trwa długo. Nie mają zielonego pojęcia o tym, że ktoś planuje zrobić z nich kiełbaski lub grllować…

,,Dzieci przygotowały wspaniałe ognisko. Zadowolone z siebie odsunęły się od trupa, patrząc na najstarszą z dziewczynek, która obracała nożem. Dziecko w jej brzuchu poruszyło się gwałtownie, ale w ogóle nie zwracała na to uwagi. Z tyłu dwójka młodszych dzieciaków wsadzała palce do wanny z krwią i oblizywała je ze smakiem’’

Największy wróg człowieka? Pytanie retoryczne, a odpowiedź prosta – człowiek. Robimy sobie na złość bez powodu, walczymy o jedzenie, pieniądze. Codziennie słyszymy o brutalnych morderstwach, gwałtach lub rzeczach jeszcze gorszych. Pan Ketchum natomiast opisał zupełnie inny koflikt, bowiem wrogami naszych bohaterów są również ludzie, jednak całkowicie niecywilizowani. Żyją w jaskiniach, są niezależni od innych. Polują na zwierzynę, zbierają jagody i grzyby. Wszystko byłoby  do zaakceptowania gdyby nie …. ich słabość do ludzkiego mięsa oraz (!). Porywają dzieci i dorosłych, potem trzymają ich w kradzionych klatkach (aby strach zmiękczył mięso), a potem gotują zupy, grillują, pieką kiełbaski, piją krew, żują języki. Nie jestem pewna czy mogę ich w ogóle nazwać ludzi. Są raczej bezwzględnymi potworami, w którym łapy wpada paczka Carli. Pozostaje tylko życzyć szybkiej śmierci.
 
Szczerze powiedziawszy po książce spodziewałam się o czegoś więcej, chociaż nie jest fatalna. Bohaterzy są jak zwykłe marionetki bez żadnych emocji. Bardzo mało o nich wiemy,  autor poświęcił  charakterystyce zaledwie kilka stron. Nie dało się ich polubić,  lecz również ich nie znienawidziłam. Po prostu nic do nich nie czułam, nie nawiązałam żadnej więzi. Szkoda, gdyby Ketchum nadał im choćby trochę osobowości i emocji książka byłaby o niebo lepsza. Zazwyczaj kiedy ginie jakaś postać zaczynam się rozklejać, ale śmierć ukazana w książce niestety nie wywołała we mnie takich odczuć. Także pod tym względem powieść kuleje.

Akcja pierwsze 100 stron stoi w jednym miejscu. Autor opisuje głównie otoczenie, sprzątanie w domu i inne nieznaczące  statystycznego czytelnika informacje . Strasznie  męczył mnie świat przedstawiony w samych opisach, wolę kiedy to bohaterowie kreują go dialogami. Na szczęście później akcja nabrała szybkiego tępa  i nie tu już nie mam zastrzeżeń.

Sięgając po ,,Poza sezonem” wiedziałam, że znajdę tam wiele brutalnych scen śmierci. Cóż, wcale się nie myliłam.  I choć nie pojawiają się co stronę to jednak  widać , że Ketchum włożył w nie wiele pracy, doskonale odrobił pracę domową. Nie wymyślał dziwacznych taktyk zadawania bólu bohaterom. Dopasowywał się do inteligencji niecywilizowanych morderców. W pewnych momentach musiałam odkładać książkę, żeby ochłonąć.

Ogólnie książka dobra, choć nie powala  na kolana. Fani Ketchuma mogą się na niej lekko zawieść. Coś mi się zdaje , że w najbliższym czasie nie sięgnę po jego inne utwory…

 

Jeszcze nigdy nie czytałam tak przerażającej książki.

>>>>>>7/10<<<<<<

Polecam tylko tym o mocnych nerwach!

 

 

PS. Przypominam o konkursie! Ja dotąd wpłynęły jedynie 4 opowiadania, ale za to bardzo ciekawe. Czekam do 7 października :P

Tymczasem.

7 komentarzy:

  1. Ketchum zawsze mnie poraża. Polecam Ci "Jedyne dziecko" i "Dziewczyna z sąsiedztwa"- powieści bazujące na faktach- gwarantuję silne wzruszenia, wzburzenia...

    OdpowiedzUsuń
  2. brrrr. :( nie brzmi to wesoło :D

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja muszę w końcu na własnej skórze poznać co to znaczy być przerażonym powieścią Ketchuma :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam takie samo wrażenie, że autor prawie zawsze przez pół książki pisze o niczym..
    recenzje-literackie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Bardzo cieszą mnie komentarze! C:
Jeśli też masz bloga, daj znać, a chętnie zajrzę.
Obraźliwe komentarze będą usuwane.