niedziela, 9 grudnia 2012

16. ,,Córki księżyca" Lynne Ewing

Seria: Córki Księżyca
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 15 czerwca 2011  


Cztery dziewczyny, cztery charaktery – jedno przeznaczenie. Vanessa, Catty, Serena i Jimena, pozornie przeciętne mieszkanki słonecznej Kalifornii dzielą wspólny sekret. Każda z nich została obdarowana specjalną mocą. Każda z nich ma zadanie do wypełnienia. Każda z nich jest boginią... Vanessa potrafi stać się niewidzialna, Catty podróżuje w czasie, Serena umie czytać w myślach, Jimena zaś ma zdolność przewidywania przyszłości. Tylko razem mogą stawić – Atroxowi, stworzeniu, które karmi się ludzką nadzieją i poluje na niewinnych ludzi w najmodniejszych nocnych klubach Wybrzeża. Choć pradawny i zły do szczętu, Atrox znakomicie radzi sobie we współczesnym świecie – jego śladem podąża liczna grupa zaprzysięgłych wyznawców (a właściwie ofiar, ale na jedno wychodzi). Niestety – wiek lat nastu nie predestynuje nikogo do bycia boginią i dziewczyny, choć każda potężna na swój sposób, muszą radzić sobie nie tylko ze śmiertelnym zagrożeniem, ale również z codziennością, która bywa gorsza od najbardziej przerażającego koszmaru
 
***

Jakże byłam zachwycona gdy w bibliotece znalazłam pożądane ,,Córki księżyca". Od razu zabrałam się do lektury i  niestety spotkało mnie niemiłe zaskoczenie.
 
Narratorkami , jak i bohaterkami są cztery koleżanki , wymienione wyżej Vanessa, Catty, Serena i Jimena. Każda o innym charakterze, pasjach i zainteresowanich. Różnią się od siebie jak żywioły. Niestety nie mogą prowadzić normalnego życia, nie akceptując swoich mocy. Tak, mocy! I to nie byle jakich. Vanessa urodzona modnisia  często nieświadomie rozbija swoje molekuły stając się niewidzialną, Catty przenosi się w czasie często przesuwając dzień do tyły dziesiątki razy, Serena potrafi czytać w myślach, och biedna i wreszcie Jimena znająca i Twoją przyszłość. Wszystko byłby cacy gdyby nie zła postać w książce Atrox. Ma wiele wyznawców na ziemi, więc boginie  będą miały problem w pokonaniu go i zgładzeniu zła.
 
Z samego początku autorka genialnie wyróżniała indywidualnizm  bohaterek , tworząc niebanalne postacie. Jednak im dalej brnęłam w fabule, tym Ewing coraz częściej zapominała jakie są owe boginie, wkońcu już sama nie odróżniałam czy to kwestia Sereny, czy może Catty. Pod tym względem książka kuleje, a wręcz brak jej nogi.  Choć koniec nie był zadowalający to jednak spodobały mi się niebanalne charaktery boginek.
 
 Zły bohater vs. dobry bohater.
Cóż za monotonia w tej książce. Dziś bardzo rzadko zdarza się, że postać jest ... dziwna, niemętna, oryginalna w swych zamiarach, chytra ? Otóż bardzo lubię, gdy bohaterowie są nieprzewidywalni do bólu, a tu niestety takimi cechami odznaczył się tylko chłopak Sereny, który dość szybko okazał się kimś innym, ale okej, nie będę się tak bardzo czepiać.
 
 
Było mi bardzo ciężko utożsamić z którąkolwiek bohaterką, bo nie mogam znieść ciągłego zwracania uwagi na wygląd. Owszem, wygląd jest wizytówką , lecz nie powinien być stawiany na pierwszym miejscu. Może  nie zachowuję się jak typowa nastolatka, która (PS. nie chcę tu nikogo obrazić) słucha pop-u,  nakłada na twarz kilogram tapety i myśli wyłącznie o chłopakach. Takie  odczucia mam do Vanessy, która nie wytrzyma , jeśli nie pokaże  nagiego brzucha.
 
Autorka ma prawdobodobnie ten sam syndrom co ja. Miała genialny pomysł i tak jak ja najpierw układa sobie w głowie zakończnie i zwrot akcji, a potem co w środku? Właśnie. Pomysł niegłupi, ale Lynne ciężko ubierać myśli w słowa. Czy to możliwe, że zły bohater nagle staje się dobry? Zazwyczaj, ale jest to efekt stopniowy, a nie taki hop-siup  i już. Z takim czymś spotkałam się już u L.J. Smith, gdzie najgorszy z najgorszych wampirów nagle mówi coś takiego :
Kocham cię, od dziś jestem  tym dobrym.
Nagłe zmiany  poglądu są okrutnie banalne.
 
Pomimo tych wszystkich minusów książkę czyta się dość szybko, bez zbędnych uniesień emocjonalnych. Prosty język = prosty przekaz. Jednak nie mogę tej książki zaliczyć do najgorszych, bowiem  miałam nieprzyjemność czytać o wiele wiele nudniejsze gnioty. ,,Córki księżyca" nie wyróżniają sie niczym szczególnym pośród innych książek, ot taki  spokojny czasoumilacz.  Wiecie , że na świecie wydano już 13 tomów?! Nie zdierżę drugiego, a co dopiero trzynaście!  Liczyłam na wyczerpujące opisy sztuki magicznej, niebywałe zachowania i przełom w akcji, a otrzymałam tę samą monotonność. Nic niecodziennego. Szału nie ma,  niczego nie urywa.
 
Ocena
>>>6/10<<<
 

 

27 komentarzy:

  1. książkę mam w planach, ciekawe czy też dla mnie okaże się przeciętna :) ciekawy masz syndrom - ja zawsze gdy pisze opowiadanie mam środek a zakończenie i początek sprawia mi trudność :)
    ślicznie teraz wygląda blog :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziekuję ^^ mistrzem painta to ja raczej nie jestem :D

      Usuń
    2. Proszę Cię to oko jest świetne ;)...
      Kasia chyba jeszcze nie widziałaś mojej samowolki z paint'em... i nie życzę Ci tego, aż razi w oczy :].

      Miłego dnia!
      Melon

      Usuń
  2. To ja grzecznie podziękuję tej książce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Obejdzie się;) Kiedy miała wyjść straszny szał był na tą książkę, przynajmniej z tego co pamiętam. Trzymałam ją w ręce, chyba przez chwilę nawet rozważałam kupno... ale mnie nie zachęciła na tyle, bym wydała na nią pieniądze. i całe szczęście. Szkoda mi czasu na czasoumilacze...

    OdpowiedzUsuń
  4. To zdjęcie mnie rozwaliło. XD Hahahaha :D
    Do książki mnie nie ciągnie, może przeczytam, jak wpadnie mi w łapki. ;3

    OdpowiedzUsuń
  5. Też czytałam, również nie pozostawiła po sobie zbyt miłego wrażenia. Strata czasu jak dla mnie

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozbroiło mnie zdjęcie z żelkami. :D I narobiło ochoty na żelki. :p A książka - nie moje klimaty. ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. W tej chwili odpuszczę sobie tę książkę :) Mam trochę zaległości. Jednak nie wykluczam poznania jej w przyszłości :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydawałaby się całkiem fajna i nawet miałam ją w planach, jednak teraz wiem już na pewno, że odpuszczę sobie tą książkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo wszystko, książka wydaje się być interesująca...:P

    OdpowiedzUsuń
  10. niedługo mam wziąć się do tej książki ale podobno nie jest taka genialna jak mówią. Ale warto spróbować co nie ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. a no i oczywiście powaliłaś żelkami. Ja bym jej już dawno zjadła :D

    OdpowiedzUsuń
  12. W sumie lubię czasami sięgnąć po lżejszą literaturę, więc może i po "Córki książyca" kiedyś zahaczę;))

    OdpowiedzUsuń
  13. Śliczna okładka :) może się skuszę dla relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Na razie mam w planach wiele innych książek, ale przy odrobinie czasu może jednak się skuszę :) Ciekawa recenzja i blog :) Pozdrawiam serdecznie :3

    PS Zdjęcie z żelkami - bardzo pomysłowe i robiące apetyt ^^ mmm żelki :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Książkę mam w planach, chcę dać jej szansę, może mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  16. W szpitalu jestem z powodu zaplanowanego zabiegu ortopedycznego, ale już wszystko okej:) nadrabiam zaległości książkowe;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Od dawna mam tę serię na uwadze i chcę się przekonać, jaka jest ona naprawdę - jedni ją chwalą, drudzy besztają. No cóż, zobaczymy :).

    OdpowiedzUsuń
  18. Czytałam i mam podobne wrażenia.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  19. Raczej się nie skuszę na tę książkę. No chyba, że dostanę wydanie z żelkami na okładce :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Chciałabym mieć którąś z tych mocy:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytając recenzję miałam wrażenie, że ktoś fajny pomysł na książkę nieźle zepsuł. :)

    Daj żelka. ;) Uwielbiam je!

    OdpowiedzUsuń
  22. Raczej nie ciągnie mnie do przeczytania tej książki. Czuję, że raziłyby mnie ciągłe wzmianki o wyglądzie. Póki co daruję sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie lubię takich książek, nie są w moim stylu.

    OdpowiedzUsuń

Witaj!
Bardzo cieszą mnie komentarze! C:
Jeśli też masz bloga, daj znać, a chętnie zajrzę.
Obraźliwe komentarze będą usuwane.